Kilka ostatnich wydarzeń sprawiło , że zamyśliłam się nad tym , jak błądzimy okazując swoją mądrość przez dorabianie teorii godnych laureatów nagrody Nobla . Tyle , że teorie choć mądre , niebalne , to z rzeczywistością nie mają nic wspólnego . I tak mądrość zamienia się w zwykłe wymądrzanie .
Ciocia Ela to przyjciółka mamy i cioci Lońki . Jest jak członek rodziny i często bywa u nas w domu . Odkąd pamiętam , a w zasadzie to kwestia tylu lat ile mam , czyli od zawsze , ciocia ma zwyczaj powtarzania wyrazów . Najczęściej na początku zdania . Wygląda to mniej więcej tak .
- Dzień dobry , dzień dobry , dzień dobry jak dobrze was widzieć ...
- Ależ , ależ , ależ to piękne ...
- Już , już , już szybciutko ...
Nawet , gdy spytałam , czy mogę napisać o tym w notce usłyszałam
- Pewnie , pewnie , pewnie moja droga ...
Dla nas to tak normalne , jak to , że ciocia emanuje niesamowicie pozytywną energią i witalnością mimo swoich kilkudziesięciu lat i ciężkich chorób , z którymi przyszło jej się zmierzyć . Przyjechała do nad na kilka dni w drodze do sanatorium . Zabrakło jej kilku drobiazgów , więc pojechałam z nią do sklepu i wpadłyśmy przypadkowo na moją znajomą . Chwilę pogadałyśmy . Ciocia przeprosiła po chwili i ruszyła na podbój Rossmanna , a my zamieniłyśmy jeszcze kilka słów .
- Twoja ciocia ma Parkinsona - oznamiła znajoma .
Wybałuszyłam oczy .
- Nie ma - zaprzeczyłam zdziwiona .
- Oczywiście , że ma - była bardzo pewna siebie - znam tą chorobę bardzo dobrze , bo moja teściowa na nią choruje . Musicie iść natychmiast z nią do lekarza .
- Ale ona naprawdę nie jest chora ... - próbowałam dojść do słowa - a przynajmniej nie na Parkinsona .
- My też się zapieraliśmy , że nie . Nie wolno dla własnej wygody zaniedbywać staruszki ...
No tego to było za wiele . Rozłościła mnie .
- Nikt jej nie zaniedbuje , ma bardzo dobre dzieci i w ogóle to po czym wnioskujesz , że jest chora ?
- Nie zauważyłaś jak powtarza wyrazy ?
Chciało mi się śmiać . I to głośno . Przeszła mi nawet złość .
- To nie Parkinson ... Ciocia miała tatę , który po dziecięcej chorobie miał powikłania i niedosłyszał . Ciocia od dziecka musiała głośno mówić i wszystko powtarzać po kilka razy . Głośne mówienie zanikło z czasem , ale nawyk powtarzania pozostał do dzisiaj ...
Znajoma spoglądała na mnie jak na kosmitę . Nie bardzo chciało jej się wierzyć , że trudny przypadek może mieć banalne wyjaśnienie i żadnych mądrych teorii nie ma sensu do tego dopowiadać .
To wydarzenie choć zabawne , bo w drodze powrotnej śmiałyśmy się z ciocią do łez , to jednak dało mi do myślenia . Trudno jest wyciagać wnioski z tego co się widzi , słyszy , a nawet przeczyta , a jeszcze trudniej jest nie popełnić błędu w rozumowaniu .
Zastanawiam się ile razy wyszłam na głupola , kierując się mądrością ...
Pociesza mnie tylko fakt , że nie ma na świecie człowieka , który nie popełnił takiego błędu .